piątek, 8 lipca 2011

POGODA DUCHA - OPCJA DOSTĘPNA

Bardzo wiele wysiłku potrafią niektórzy ludzie włożyć w różnorakie działania zmierzające do zabicia własnej pogody ducha.

Pierwszy krok stanowi zazwyczaj sprecyzowanie swoich oczekiwań względem innych osób, ich życia, wizerunku, postępowania itd. w kontekście uformowania rzeczywistości zewnętrznej pod kątem osiągnięcia celów co do których nie posiadają żadnych praw, gdyż cele te zakładają manipulację życiem innych. Wymagają tym samym od życia realizacji swoich oczekiwań.



Uważają, że osiągną ten cel i zdobędą swoje własne Mount Evetest, gdyż są ludźmi wielkimi o powszechnym i niepodważalnym autorytecie. To właśnie w tym miejscu tkwi kluczowy punkt błędu i początek drogi do unicestwienia pogody ducha a w rezultacie do stania się śmiesznym w przypadku, gdy te iluzje zostaną odkryte przez innych. Wtedy przeżywane uczucie rozczarowania często popycha do upartości a nawet do nikczemności w obronie założonych oczekiwań.

Tacy ludzie uzależniają swoje życie i swój wizerunek od własnych iluzji. W rzeczywistości nie są ludźmi wolnymi, gdyż ich wizja „wolności” tak naprawdę opiera się na oczekiwaniach wobec innych a nie na tych, które sprecyzowali wobec własnego życia. Wszystkie oczekiwania mające warunkować ich prawość, autentyczność i racje ukierunkowali na innych, którzy według ich iluzji muszą potwierdzić swoją >małość< i >nieudolność< . Od tego też uzależniają swoje życie.

Zadowolenie z realizacji tego rodzaju oczekiwań nie ma nic wspólnego z pogodą ducha i autentyczną radością z życia. Jest to raczej satysfakcja z postawienia innych w egoistycznie zaaranżowanym własnym wytworze wyobraźni na temat innych. Fałszywe poczucie bycia „wszechmocnym”.

Dopiero oczekiwania względem samego siebie mogą pozwolić na życie w harmonii z samym sobą. Są źródłem wewnętrznej radości, wtedy też jest możliwa wdzięczność za wszystkie miłe niespodzianki, które przynosi nam życie. Wytworzone iluzje na temat życia i innych ludzi tez mogą przynieść niespodziewane efekty, ale nazywając subtelnie – niezbyt radosne. Wtedy znowu rozpoczyna się bieganina za swoją „racją” i argumentowanie słuszności swoich oczekiwań wszędzie gdzie tylko można. Ale tacy ludzie nie widzą, że już dawno są poza zasięgiem zdrowego rozsądku i powszechnie przyjętych norm istniejących wśród ludzi świadomych wartości życia. Dla wierzących jest ono największym darem Boga.

Pierwszym, który wysunął swoje oczekiwania wobec innych był ten, który wpełznął do Raju, aby negocjować z Ewą swój autorytet. Argument miał potężny – ubrany w to samo kłamstwo używane od wszechczasów: „będziecie jak Bóg” – jeśli spełnisz MOJE oczekiwania względem CIEBIE, nie te, względem SIEBIE o których mówił Ci Bóg.

Pismo Święte nie wspomina o terminie zakończenia negocjacji zapoczątkowanych w Raju. Sam główny „negocjator” nadal z niewysłowioną aktywnością gromadzi sobie równie prężnych kontrahentów.

Autentyczność i realizacja oczekiwań względem siebie to sztuka, która nie spada z nieba. Nie jest to łatwe, ale w swojej treści bardzo proste: Każde życie pochodzi od Boga i tylko On o nim decyduje. W zamierzeniu Stwórcy każdy ma żyć swoim życiem. Wszelkie „manewry” rozciągające się na życie innych wykluczają możliwość istnienia pogody ducha, zwłaszcza wtedy, gdy chcą władać obszarami dostępnymi tylko Stwórcy.

niedziela, 3 lipca 2011

HIERONIM BOSH - OGRÓD ZIEMSKICH ROZKOSZY



Tryptyk holenderskiego malarza Hieronima Bosha. Obraz jest wykonany w technice olejnej na desce w latach 1480-1490. Jest najsłynniejszym dziełem tego artysty. Znajduje się w Muzeum Prado w Madrycie. Całość przedstawia Stworzenie Świata oraz wpływ zła i grzechu na ludzi. Centralny panel - Ogród ziemskich rozkoszy mierzy 220 centymetrów wysokości przy 195 cm szerokości. Boczne panele - Raj (Ogród Eden z lewej) i Piekło (z prawej) - mają 220 cm wysokości i po 95 cm szerokości każdy. Przypuszcza się, że obraz powstał na zamówienie bogatej rodziny szlacheckiej. Obecny tytuł części centralnej odnosi się również do całości. 


OGRÓD ZIEMSKICH ROZKOSZY

Środkowa część tryptyku nosi tytuł Tysiącletnie królestwo, została wykonana około roku 1500.

W centrum znajduje się niebieska fontanna młodości, która otaczają nagie postaci siedzące na grzbietach fantastycznych stworzeń. W tle widać staw a poniżej szpaler ludzi siedzących na różnorakich zwierzętach galopujący wokół jeziora, w którym kąpią się nagie kobiety. W tej części został przedstawiony upadek ludzkości i zwycięstwo grzechu. Nadzy ludzie wszystkich ras spędzają czas na cielesnych zabawach, igraszkach, jedzeniu i piciu. Niżej Na pierwszym planie kłębią się grupy kochanków. Fantastyczne stworzenia jak gigantyczne ptaki są częścią życia tych ludzi, bawią się razem z nimi.

Pośród niezwykłych zwierząt, które zamieszkują ogród, zwraca uwagę latający stwór na tle nieba o cechach konia i drapieżnego ptaka. Dosiada go człowiek z gałęzią w ręku na której siedzi czerwony ptak. W wyobraźni ludowej latające stworzenia kojarzono z rozwiązłością. Czerwony kolor, który pojawia się w wielu elementach symbolizuje kulminację procesu stwórczego. Ropucha w szponach drapieżnika wskazuje na obecność sił zła. Grzech pożądliwości został ukazany na przykładzie pary kochanków zamkniętych w ogromnej bańce wytworzonej przez kwiat wyrastający z wody. Motyw szklanej kuli jest związany ze starym flamandzkim przysłowiem, które mówi: „Szczęście jest jak szkło, łatwo się tłucze”.

Mysz wchodząca do szklanej rurki wystającej z owocu umieszczonego poniżej szklanej kuli symbolizuje fałszywe doktryny, sprowadzające wiernych na manowce. Na tle nieba jest obecna również skrzydlata postać wzlatująca w górę z czerwoną jagodą. Symbol ten mówi o przemijaniu rozkoszy czerpanej z grzechu rozwiązłości.

RAJ I STWORZENIE EWY

Panel lewy przedstawia Raj. W centrum znajduje się Źródło Życia, które przypomina jakiś dziwaczny olbrzymi kwiat. Nieopodal, po prawej, wąż owija się wokół drzewa poznania dobra i zła. Niżej grupa trzech postaci - od lewej - Adam, Bóg w postaci Jezusa i Ewa. Jezus trzyma Ewę za rękę i poznaje ją z Adamem, obok którego wyrasta drzewo życia. W tle widać zwierzęta realne i fantastyczne, jaskinię z której wylatuje mnóstwo ptaków oraz zupełnie fantastyczne pasmo górskie. W których elementy naturalne łączą się z bryłami geometrycznymi. Stada ptaków przelatują przez otwory w przedziwnych konstrukcjach z kolorowych skał.

Kompozycja obrazu opiera się na nałożeniu poszczególnych planów. Na ostatnim znajdują się cztery fantastyczne konstrukcje.

W stawie powyżej fontanny znajdującej się w środku kompozycji, zaspokajają pragnienie fantastyczne zwierzęta. Widzimy tam białego jednorożca, symbol czystości człowieka przed popełnieniem grzechu pierworodnego. Znajdują się tam te same zwierzęta, co w ogrodzie rozkoszy. Jest to potwierdzeniem jedności miejsca tych dwóch scen. Pomimo, że nastrój ogrodu jest pogodny, również i tutaj zło zaznacza swoją obecność. Po prawej stronie stawu zgromadziły się obrzydliwe gady, miedzy innym czarne ropuchy, symbol samego diabła. Kałuża nad którą się rozsiadły rozlewa się bardzo blisko granicy Ogrodu rozkoszy ziemskich. Martwa ryba symbolizuje grzech, z kolei postać z długim nosem czytająca książkę to przedstawiona przez Bosha personifikacja zła.

PIEKŁO

Panel prawy to przedstawienie Piekła. Została tu przedstawiona ludzkość, która zlekceważyła prawa boskie i w sposób nieodwracalny pogrążyła się w grzechu. Za swoje postępowanie ponosi straszliwą karę. Interpretacje różnych szczegółów i znaczenia konkretnych alegorii i symboli są bardzo szerokie. Jedni widzą tu przedstawienie grzechów głównych, inni odczytują aluzje do rozmaitych herezji.

Tak jak dwie poprzednie części tryptyku są jasne, tak w tej dominują barwy ciemne. Ludzie przeżywają straszliwe tortury, m.in. są zjadani przez ogromne ptactwo, wydalają z siebie duże złote monety, są przykuwani do ogromnych instrumentów (pomiędzy struny gigantycznej harfy), bezwiedni spółkują z licznymi bestiami. Widać tu różnego rodzaju diabelskie machiny służące do wymierzania kar.

Maszyna, która składa się z pary uszu przebitych strzałą i długim ostrzem noża. Jest symbolem głuchoty ludzkiej na słowa Ewangelii. Szkaradne stworzenie o głowie ptaka połyka potępionych i wydala ich do tej samej studni, do której skąpiec wydala złote monety a inny grzesznik wymiotuje posiłek, co symbolizuje pokutę za łakomstwo. Na dole koło tronu stwora leży naga kobieta z ropuchą odciśniętą na piersi i ogląda swoje odbicie na pośladkach jednego z demonów. W ten sposób ponosi karę za pychę.

Przy przewróconym stole przy karcianej bójce, jednego z graczy atakuje potworna istota. W ten sposób zostało przedstawione potępienie grzechu hazardu.

środa, 29 czerwca 2011

TOKSYCZNE ŹRÓDŁA FAŁSZU. O GRZECHU PYCHY.



Etna
Co powoduje, że ludzie wchodzą na odrażającą drogę pychy?  
Można zidentyfikować kilka źródeł takiej decyzji. Każde z nich jednak zmierza do wprowadzenia „podziałów, które ranią braterską miłość, przejawów nieumiejętności przebaczenia, pysznego i antyewangelicznego, nieprzejednanego potępienia »innych«, pogardy płynącej z chorobliwej pewności „siebie”. 
(Jan Paweł II, Encyklika Ut unum sint, 15)


 Pierwsze toksyczne źródło. „Egoistyczne dążenie do panowania a nie do służenia”.
( Jan Paweł II, Adhortacja Redemptoris donum, 13). 

Ludzie gubią prawdę o sobie. Zapominają kim są, do kogo należą, nie wiedzą gdzie przebiegają granice ich kompetencji i jakie możliwości i sposoby mogą wykorzystać w postępowaniu z innymi nie łamiąc elementarnych praw moralnych. Całkowity kamuflaż tej postawy często nosi miano dążenia do większego dobra, nie daj Boże, jeśli jeszcze jest wzbogacony przekonaniem o szczególnym wybraństwie Bożym na drodze do zbawienia.

Są ciągle zajęci, bo „mają swoje”, które tak naprawdę w większej części jest bezsensowną bieganiną tu i tam, aby się przekonać, że w każdym miejscu są niezbędni i niezastąpieni, więc nikt inny nie ma prawa wykonywać np. danej funkcji. Przy okazji wszędzie szukają potwierdzenia dla swojej wizji rzeczywistości. Tworzą w fałszywej mentalności swoje wyobrażenia o »innych«, które muszą być podporządkowane celom i pragnieniom „wszechmocnego” egocentryka. Gdy poczują, że jakiekolwiek argumenty prawdy mogą spowodować zachwianie ich wyimaginowanych struktur widzenia rzeczywistości są nawet w stanie wytoczyć zarzut "niezrównoważenia" danej osoby. Dla nich nie istnieje spojrzenie pod kątem wniesienia dobra w zaistniałą sytuację, ale pozostawanie na linii obrony swojej wizji i racji.



Drugie toksyczne źródło. Jest przyczyną myślenia w kategoriach wyłącznej 
i jedynej słusznej racji. Tu „dochodzi do głosu swoista »pycha filozoficzna«, która chciałaby nadać własnej wizji, niedoskonałej i zawężonej przez wybór określonej perspektywy, rangę interpretacji uniwersalnej”.
(Jan Paweł II, Encyklika Fides et ratio, 4).

Kiedy mamy do czynienia z taką postawą, wszystkie argumenty, które mogą nadszarpnąć wizję własnej nieomylności w osądach i zachowaniach są traktowane przez człowieka owładniętego pychą jako kłamstwo a nawet „chore ubzdurzenia”. Osobę która reprezentuje argumenty przeciw postawie pychy natychmiast wyizolowuje, uważając że nie ma tu rozmowy, gdyż ona ma „swoją mądrość”; „swojego Boga” i „swój świat”. Według człowieka pysznego nikt poza nim nie może mieć swojego zdania, gdyż to przecież on ma być autorytetem na piedestale. Jeśli ktoś ma inne zdanie – może je wygłaszać gdziekolwiek tylko nie wobec niego, ani nie w jego otoczeniu. Nie zdobędzie się na wysiłek dialogu.
Czy jest więc większe potwierdzenie owładnięcia pychą?

Trzecie toksyczne źródło. Tworzenie fałszywej wizji rzeczywistości sprzyjającej nadużyciom w sferze wolności drugiego człowieka. Ten rodzaj pychy rości sobie prawo do „samodzielnego decydowania o tym, co dobre, a co złe, prowadzi do braku ufności w mądrość Boga, który przez prawo moralne kieruje człowiekiem”. 
( Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 84).

Uwikłani w skutki płynące z tego toksycznego źródła są przekonani o absolutnej wolności w postępowaniu wobec innych. Uważają, iż wolno im zakwestionować prawdę i tylko oni mogą być sędziami w zakresie kryteriów poznawczych względem rozróżnienia dobra i zła w innych. W swoim mniemaniu są jedynymi diagnostykami 
i kreatorami prawdy.

Jan Paweł II demaskował taki rodzaj zniewalania innych: „niewielki będzie pożytek z mówienia, jeżeli słowo będzie używane nie po to, aby szukać prawdy, wyrażać prawdę i dzielić się nią, ale tylko po to, aby zwyciężać w dyskusji bronić swoje – może właśnie błędne stanowisko. Wielki zamęt wprowadza człowiek w nasz ludzki świat, jeśli prawdę próbuje oddać na służbę kłamstwa. Wielu ludziom trudniej wtedy rozpoznać, że ten świat jest Boży”. (Olsztyn, 6. VI. 1991). 
  
 
Człowiek zawładnięty tym rodzajem pychy będzie tuszował swoje braki. Zamiast nabywać nowe, brakujące umiejętności i kontrolować swoje zachowania, twierdzi, że wolno mu „usunąć przeszkodę”, którą stanowi drugi człowiek pracujący nad rozwijaniem darów Bożych. 
Będzie przekonany o absolutnej wolności w swoim działaniu, gdyż w swoim mniemaniu będzie stawał w obronie swojego wizerunku i może nazwać to posiadaniem godności. Jest przekonany, że wolno mu decydować o innych.

Tymczasem uwolnienie od toksycznego fałszu – źródła wszelkich rodzajów pychy przynosi decyzja 
o dopuszczeniu światła prawdy na każdą sytuację i osobę.

niedziela, 26 czerwca 2011

RÓWNOWAGA LOTNA CECHA CZY POSTAWA. O SZACUNKU DLA INNYCH?

Czy jest możliwe i prawdziwe, aby zrównoważenie 
w reakcjach odnośnie ludzi i sytuacji i równowaga 
w ocenie rzeczywistości była cechą wrodzoną, zdobytą raz na zawsze?

Zachowanie równowagi w relacjach z innymi ludźmi, sztuka spójności i harmonii wymaga odnajdywania wyczucia w każdej nowo zaistniałej sytuacji. Nie jest to umiejętność stała, wynikająca z charakteru, osobowości, stanu, stanowiska.  

Zrównoważenie zachowań w odniesieniu do innych ludzi, decyduje o możliwości zaistnienia szacunku. 
W obie strony. Nie istnieje szacunek jednostronny. 


Potrzebujemy więc umiejętności empatii, akceptacji i postawy otwartości. Jest to niezbędne, aby poznać jakie wartości i poglądy naprawdę reprezentują inni. Niezbędna jest więc odwaga do poznania prawdy zaistniałej w konkretnych sytuacjach i w odniesieniu do osób, które miały w niej udział.

Ludzie, którzy są ślepo i zawzięcie skupieni na domaganiu się postawy szacunku od innych nie widzą często, że odwagę potrzebną do poznania prawdziwego oblicza sytuacji mylą z zuchwałością. Wtedy też można delektować się własną równowagą. Pozostaje ona jednak pozorna, wyimaginowana. Dlaczego? Przecież każdy ma prawo do własnego zdania. Tylko, że wtedy nie będzie ono oparte na prawdziwie istniejące rzeczywistości, ale na wyprodukowanych interpretacjach i wytworach wyobraźni, sprzyjających podtrzymaniu subiektywnej opinii.

Dla uzyskania równowagi w jej postaci autentycznej potrzeba odwagi, która pozwoli rzucić na szalę również tą nie wykrzywioną nadinterpretacjami prawdę o drugiej osobie, jej prawdziwe poglądy i przekonania.

Nadinterpretacja ta polega na przekonaniu, że czyjeś poglądy i wartości, którymi się kieruje inny człowiek można sobie samemu nazwać i przyporządkować tam, gdzie pasuje. Wtedy właśnie można uzyskać tą „swoją” a nie autentyczną równowagę. 

W taki sposób „zrównoważony” w swoich osądach i reakcjach człowiek jest przekonany, że natychmiast musi zadeptać wszystko to, co tylko pojawi się na horyzoncie i może zagrażać jego statycznej równowadze. Dla niego życie jest martwe, nic nie ma prawa się zmienić. W końcu „wypracował” równowagę danej opinii i przyjął ją raz na zawsze niczym dogmat. Powtarza te same argumenty, które w jego oczach podtrzymują ten sztuczny wytwór. 


Dla niektórych nawet dobrym argumentem dla podtrzymania racji okazuje się zajmowane stanowisko, stan, potwierdzenia ze strony innych tkwiących w identycznej sytuacji – gdyż myślą tak samo. Ciekawe. Życie przecież płynie, wszystko się zmienia. Tylko zakurzone sztuczne posągi mogą stać niezmienne i niewzruszone. Ale to kosztuje. Posąg nie jest pogodny (może mieć co najwyżej wyrzeźbiony uśmiech), nie zna radości życia, ma ciągle to samo otoczenie – w szerokim znaczeniu tego pojęcia, obca mu jest empatia a co za tym idzie otwarcie na bogactwa ukryte w innych.

Ta lotna równowaga jednak jest ciągle żywa. Nikt jej nie może zaliczyć do swojej stałej własności. Trzeba ją znajdować w każdej nowej sytuacji. Potrzeba do tego uwagi, skupienia, otwartości i akceptacji dla innych. Wtedy można mówić o istnieniu prawdziwego szacunku, którego - patrząc oczyma zdrowego rozsądku nikt nigdy nie zdobył drogą przymusu i wyegzekwowania tej postawy. Trzeba odwagi, aby przy tym pozostać.

czwartek, 23 czerwca 2011

RECENZENCI STWÓCY. O ODRZUCENIU ZADOŚĆUCZYNIENIA.

Serduszko (adres URL)
No właśnie – jak to działa? Dlaczego niektórzy usiłują poprawiać Pana Boga? Co najmniej 50% ludzkości już się za to zabrała, nie wyłączając żadnego stanu.

Dla człowieka wierzącego niekwestionowanym ekspertem w dziedzinie duchowej i psychologicznej konstrukcji człowieka jest bez wątpienia sam Stwórca. Bóg wiedział dokładnie, że człowiek wobec którego zastosowano przemoc w jakiejkolwiek formie powinien doświadczyć zadośćuczynienia. Zadośćuczynienie wymaga oczywiście naprawienia wyrządzonej krzywdy 
i zła. Okazuje się że na płaszczyźnie interpretacji tego prostego, ale kluczowego dla relacji międzyludzkich Bożego nakazu mnożą się nadużycia. Przechodzą one nie tylko ludzkie pojęcie, ale tak zwane „wszelkie granice przyzwoitości”. Od logiki i umiejętności rozsądnego myślenia, do którego Bóg uczynił spośród stworzeń zdolnym tylko człowieka też odbiegają i to niezmiernie daleko, aż po horyzont wprost na terytorium fałszu. 
Bez zadośćuczynienia nie może być mowy o autentyczności człowieka i wewnętrznym pokoju ani 
o obiektywnym spojrzeniu na innych ludzi.

Po pierwsze. Dla jednych mottem będzie myśl: „w żadnym wypadku nie mogę się przyznać”. To może zaszkodzić, nawet zrujnować mnie jeśli stanę w prawdzie. Nie będę mieć racji, to mnie poniży. Dla nich jedynym sposobem zachowania „twarzy” jest podtrzymywanie swojego kłamstwa jako obiektywnej prawdy. Nazywają krzywdę – dobrem, według własnej oceny wytworzonej bezpodstawnie. Jedyny argument sięgający szczytów szczerości w mniemaniu takich ludzi brzmi: „no bo tak”. Podtrzymanie tej interpretacji wymaga niekiedy wręcz tytanicznego wysiłku, aby uniknąć rozmowy z osobą skrzywdzoną. Wtedy przecież będzie mogła wyrazić swoje zdanie i odczucia a wszystkie misternie skonstruowane kłamstwa mogą runąć. W rezultacie może się okazać, że trzeba będzie zobaczyć w tej osobie dobro 

i zmienić punkt widzenia o 180°. To dopiero klęska dla obłudnika i egocentryka. 
Na miarę końca świata.

Po drugie. Pan Bóg nie sądzi człowieka, dopóki ten żyje. Recenzenci Pana Boga twierdzą, że najlepiej samemu stać się „bogiem” i zważyć czyjeś winy ale tak, aby wynik był zadowalający dla ich punktu widzenia. Skoro odrzucają to, co nakazał sam Stwórca, czy nie uważają się więc za większych? Jeśli win jest za mało, wtedy ich zdaniem należy zwiększyć ich ciężar gatunkowy oszczerstwami i trochę dorzucić z własnych zasobów zgorzknienia. Ależ podatność na manipulację szatańską! Wręcz symbioza. Ale taka scenografia dodaje im poczucia bezpieczeństwa. Bo właśnie, dlaczego mają „zadośćuczynić” skoro według ich osądu ten ktoś nie zasługuje? I do tego jest przecież taki obrzydliwy w duszy, której … znać nie mogą? Obłudnik potrafi z niewysłowioną zaciekłością bronić tak zaaranżowanej wizji sytuacji, czy skrzywdzonej osoby. Co by było, gdyby mu ta jego „scenografia” runęła na głowę? W tych sytuacjach taki personalny Armagedon byłby początkiem powrotu do człowieczeństwa prze duże „CZ”. Aby stanąć w prawdzie, potrzeba odwagi. Dla egoisty i obłudnika byłoby to równoznaczne z samo zdetonowaniem. 

On jednak „dba” o siebie po „bożemu”, terrorystą nie jest. Wszak przecież sam to stworzył.

Po trzecie. Odwołanie krzywdzących sądów oznaczałoby całkowite oderwanie od przyjętego 

i rozpowszechnionego obrazu danej osoby czy sytuacji, przyznanie się do zła, może nawet podłości. Zdemaskowanie się. A ponieważ osąd jest „rozpowszechniony” to przecież są „inni”, którzy też tak myślą. 
A dlaczego? Po to, żeby mieć się na co oburzać. Tacy ludzie nie potrafią żyć własnym życiem i własnym spokojem. Potrzebują kogoś poniżyć, aby było na kogo zrzucać swój niepokój. Do tego się jednak nie przyznają. W imię wierności wobec półświadomie przyjętego motta: „w żadnym wypadku nie mogę się przyznać”. W taki sposób pozostają zawsze niezadowoleni ze świata i ostatecznie z samych siebie. 

 
Puenta. I cóż. Opada maska. Prawdziwy pokój wewnętrzny jest przestrzenią gdzie żyjemy 
w harmonii z samym sobą. To przestrzeń otwartości i akceptacji otoczenia i całego stworzenia. Rezygnacja z korekty tego co już Pan Bóg wypracował. Pokój wewnętrzny i zdolność do zadośćuczynienia to akceptacja patrzenia na innych oczami Stwórcy.

niedziela, 19 czerwca 2011

UZDRAWIAJĄCY LAZUR NIEBA

Panorama Rzymu ze wzgórza Monte Pincio
Śródziemnomorskie niebo naprawdę potrafi zniwelować szarości w każdej sferze. Jest namacalnym potwierdzeniem realnie osiągalnego pokoju 
i ładu. To skuteczna tama dla jakiegokolwiek niezadowolenia. 
Uwielbiam spacer po Rzymie. Marmur i alabaster w dostojnych wnętrzach, lśniące złotem mozaiki, sprawiają, że po kawałku połykam to idealne piękno, całkowicie zapominając 
o umiarkowanym delektowaniu duszy i umysłu. Jeśli chodzi o Rzym, to nigdy nie rozumiem słowa „umiarkowany”. 
                                                                                                                                                                                                                                 
 Ale wszystko w normie – to przecież „zabieg” zrównoważenia względem wrażeń
i doświadczeń powiedzmy subtelnie – zdecydowanie mniej estetycznych. 
Wydaje się, że obecność artystów i wielkich ludzi, którzy w tych miejscach zostawili część swojego życia nigdy nie stanie się przeszłością. Momentami mam wrażenie, że odczuwam obecność sędziwych geniuszy, nie pokonanych mijającym czasem. Wydaje się wręcz oczywiste, że zaraz tu wrócą, że tak naprawdę nigdy nie opuścili tych miejsc. 


Przy Zamku Anioła
Rzym wygląda tak samo, jakby dopiero pięć minut temu ucichł donośny głos oburzonego Verdiego z powodu otwartej z godzinnym opóźnieniem poczty. Tak, jakby Michał Anioł dopiero co wyszedł z pracowni na spacer w stronę Monte Pincio, aby podziwiać ukończoną później kopułę Bazyliki Świętego Piotra. 


Z dala od miasta powietrze przenika zapach lawendy 
i rozmarynu pnącego się po skalistych urwiskach. 
  
Oleandry
 Jaskraworóżowe oleandry uroczyście prezentują ogromne
korony kwiatów. 
Wieczorami gra głośna orkiestra cykad. Nocą obłoczki płynące po niebie wyglądają jak barokowe puchowe serca, oświetlone poświatą księżyca. Zresztą nawet zbyt piękne, aby sklasyfikować je do zabawy „w co się to układa?” 

Dostałam od natury całe pokłady energii, swojego świętego spokoju – w stylu takim, jakiego sobie życzyłam. 
 W takich warunkach bardzo skutecznie i bezpowrotnie wypada  z człowieka wszelki stres 
i to co niepotrzebne, ciągnące wstecz, coś czego już nigdy nie chciałoby się doświadczyć. 
Jest teraz miejsce na rzeczy nowe. 



Dobry Panie Boże, proszę Cię - tylko teraz wykombinuj coś innego, 
może trochę spokojniejszego!

sobota, 18 czerwca 2011

O DZIAŁANIU ZŁEJ SUGESTII

Co tu dużo mówić. Wszystkie troski najpewniej mijają na łonie natury. Wyspacerować można nawet najtrudniejsze sytuacje. Cisza koi duszę. Fale morskie tak jak zdarzenia, jeśli przypływają to na określony czas ogarniają przestrzeń na piasku i rozlewając się odchodzą niby w przeszłość. Potem przychodzą następne jedne piękne, niejako uroczyście napływające 
z daleka, inne leniwie, powoli 
i prawie niezauważalnie. 

Ale ze zdarzeń można przecież pozostawić coś, co nie odejdzie w otchłań przeszłości, ale wzbogaci życie. Czy jednak działanie złej sugestii potrafi odpłynąć? Nie od razu, to gorsza sprawa. 
Może nawet pokryć lodem bezduszności i fałszu najpiękniejsze dzieła i pokazać 
w krzywym zwierciadle karykatury nawet najlepszych ludzi. 
Na własnej skórze można bardzo dotkliwie tego doświadczyć. 

Warto rozszyfrować ten drastycznie okrutny mechanizm. Dla niektórych nawet czyjaś radość życia 
i umiejętności są obelgą i niekończącym się zagrożeniem. 
W imię obrony padają krzywdzące opinie, posądzanie o złą wolę i przewrotność.

Zła sugestia używa pozornie głębokich i przemyślanych sformułowań, które zdają się złudnie mieć oparcie w rzeczywistości. Jeden impuls zawiści i interpretacja przecież już gotowa od dawna.
Nawet posunięcie, się do twierdzenia, że nie liczy się wola działającego, ale to co czują „inni”- może stać się argumentem przekonującym nawet inteligentnych. 
Niezależnie od tego jakie są przyczyny i motywacje odczuć tych „innych”.

Jak płaska i okrutna jest mentalność egoisty. Jako dobro widzi tylko swoją nagrodę jakąkolwiek mogłaby mieć formę i pochwały pod swoim adresem a głównym celem staje się wyeliminowanie każdego, kto mógłby w mniemaniu takiej osoby jej zagrażać. 
W mentalności takiej osoby docenienie drugiego człowieka jest potwarzą najwyższego sortu. 



Jeśli się nie uda egoiście nawet tym sposobem ocalić własnej „przestrzeni życiowej” posuwa się do sarkastycznych porównań. 
Na przykład może nazwać czyjąś radość życia i spontaniczność niespokojnymi emocjami zagrażającymi innym. I wmówić, że dba o atmosferę – dla wszystkich. 



Nie wiem, ile czasu musi minąć aż odpłynie zła sugestia i skończy się jej działanie. 

Ale wiem, że bardziej realistyczne i wiarygodne dla ludzi myślących i sprawiedliwych jest to co wynika dokonanych faktów i działań. 

Podtrzymywanie iluzji, nawet zbiorowych wyrażających przekonanie o szczególnym uprzywilejowaniu – zawsze będzie czytelnym fałszem. Zwłaszcza gdy głównym celem jest ominięcie konsekwencji za krzywdę wyrządzoną drugiemu człowiekowi. 


W przypadku działania złej sugestii NIGDY nie można pozwolić sobie 
na wmówienie bezradności.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...